Skocz do zawartości

Blog Adam K.

  • wpisów
    5
  • komentarzy
    5
  • wyświetleń
    300

Wpisy na tym blogu

 

Megane RS – sportowe auto z zacięciem

Marka Renault udowodniła, że potrafi stworzyć samochód, który działa na emocje każdego miłośnika szybkich aut. Jazda tym modelem to prawdziwa przyjemność. I właśnie w tym miejscu gratulacje należą się twórcom. To co rzuca się najbardziej w oczy to oczywiście design modelu Megane RS. Smukła, ale jednocześnie charakterna linia samochodu jest właśnie tym czym powinno cechować każde auto sportowe. Wnętrze również zostało dopieszczone przez twórców. Megane RS prezentuje swoją drapieżną naturę, choć to wcale nie ujmuje mu braku klasy. Obszerne i dobrze podpierające ciało fotele gwarantują satysfakcję z prowadzenia tego sportowego zwierza. Zaskakującym jest fakt, że przód obfituje w sporą liczbę miejsca. Nieco inaczej przedstawia się tył samochodu, w którym miejsca jest zdecydowanie mnie, ale głównym czynnikiem takiego stanu rzeczy jest opadająca linia dachu. Cóż, coś za coś.   Jeśli chodzi o bagażnik, to jak na model typu coupe jego pojemność wynosi 334 l, a jeśli złożymy składaną kanapę to w mgnieniu oka możemy mieć do dyspozycji 991 l. Jednak w przypadku tego modelu bagażnik nie jest najważniejszy, ponieważ sportowe auto to przede wszystkim moc, szybkość i frajda z jazdy.   Wzrok każdego kierowcy przyciągnie obrotomierz z żółtym cyferblatem. Deska rozdzielcza zachowuje sportową elegancję. W końcu francuska marka od zawsze starała się dopieszczać każde detale i oczarowywać wyglądem, tak aby po otworzeniu drzwi kierowca mógł rozkoszować się estetyką.   Każdy miłośnik sportowych samochodów zauważy, że w górnym zakresie silnik Megane RS brzmi po prostu genialnie. Motor auta najefektywniejszy jest w przedziale od 3500 do 6500 obrotów na minutę. A kwestia spalania? Nie jest nadzwyczajnie wysoka – można śmiało powiedzieć, że w tej kategorii bywało zdecydowanie gorzej – średnio 10 l /100 km.   Dobry system zawieszenia kół przednich (ISAS) z wyodrębnioną z kolumny MacPhersona zwrotnicą przyczynia się do dobrego przyśpieszenia. Producent informuje nas o tym, że tak zwaną „setkę” jesteśmy w stanie osiągnąć w 6 sekund, a prędkość maksymalna to 255 km/h. Warto podkreślić także, że system ISAS wpływa także korzystnie na precyzję prowadzenia. Ogranicza także szarpania kierownicą.   Marka Renault na swoim koncie ma kilka modeli sportowych, które robią wrażenie. Nie mniej Megane RS (tu znajdziesz więcej informacji od producenta: https://www.renault.pl/samochody/samochody-nowe/megane-rs.html) to auto, które nie tylko świetnie wygląda, ale także świetnie się prowadzi. Samochód jest ucztą dla duszy, a przy tym cieszy oko. Malkontenci, którzy drwią z „Francuzików” po jeździe takim cacuszkiem po prostu zamkną buzię i znajdą sobie inne auto do drwin. Mnie udało się przejechać tym modelem. Byłem pod ogromnym wrażeniem. Zresztą, sami widzicie mój zachwyt, jeśli doczytaliście ten tekst do końca

Adam K.

Adam K.

 

Duster – samochód, który kocha polskie drogi

Od kiedy założyłem blog, wśród moich bliskich pojawiły się propozycje kolejnych postów. No to proszę – teraz będzie o samochodzie rodziców. Mój tata, który od zawsze czuje ducha sportu, szukał dla siebie auta, które spełniłoby marzenie o offroadowej przygodzie. Kolejne propozycje jeepów były jednak skutecznie eliminowane przez moją mamę, której zależało na komforcie i wygodzie w aucie. W końcu (a te dyskusje trwały chyba z rok) ustalili, że ma być SUV, ale ekonomiczny, niezbyt wysoki (żeby moja nie za wysoka mama wsiadała bez problemu) i oczywiście niezbyt drogi. Tata musiał też porzucić marzenie o Qashqaiu, bo niestety przekraczał budżet. Ostatecznie kupili Dacię Duster, która spełniała większość wymogów. I cóż – w sumie są zadowoleni. Przede wszystkim krótkie info – wzięli 4x4 i już w czasie pierwszych wakacji wypróbowali na piaszczystych leśnych drogach – auto dało radę. Dzięki sprężynom o długim skoku, jazda po wybojach nie jest uciążliwa. Według taty: „na polskie drogi w sam raz”. Podobno po górskich serpentynach jest już trochę gorzej, ale to nadal SUV, który pod tym względem wypada lepiej od mojego minivana. Zaletą tego typu samochodów jest na pewno komfort kierowcy, który może ze stosunkowo wysokiej pozycji obserwować drogę i szybciej reagować – to plus dla taty (nie to, żebym komuś wypominał wiek). A poza tym prowadzenie SUV-a jest po prostu przyjemne. Tym bardziej dla osoby, która na co dzień jeździ stabilnie, bo Duster pozwala zaoszczędzić paliwo. Minusem może być pewna kanciastość, ale w sumie względy designu to kwestia gustu. W środku wykończeniówka jest w porządku, plastiki w desce rozdzielczej – do przeżycia, choć widać, że na tym projektanci oszczędzali. Z punktu widzenia mamy: auto ma ABS, ESP i dobre wyniki w zakresie bezpieczeństwa dzieci (chodzi przecież o wnuki w fotelikach). Poza tym dobra nawigacja umożliwiła mamie totalne zwolnienie z funkcji pilota. Auto ma jeszcze ten plus, że nie jest bardzo duże i można je zaparkować bez większych problemów, więc mama też czuje się komfortowo, kiedy zastępuje tatę za kółkiem (choć wcześniej się tak bardzo nie paliła). Tak więc ogólnie na plus.

Adam K.

Adam K.

 

Auto, które śniło mi się w dzieciństwie

Jak byłem mały, jeździliśmy rowerami i autobusem. W latach 70-tych nikt specjalnie nie protestował. Dopiero później mój tata cudem wystarał się o Fiata 126p, którym pojechaliśmy całą pięcioosobową rodziną na wakacje do Bułgarii. Dziś trudno to sobie wyobrazić, no ale o fotelikach dla dzieci nie było mowy, a mama często woziła moją najmłodszą siostrę po prostu na kolanach. Nie było łatwo. Wśród szaro-burych komunistycznych wspomnień jest jedno, które przywołuje naprawdę ciepłe uczucia. To sentyment do Renault 17 Gordini, które dosłownie śniło mi się po nocach. Właściwie to pewnie śniliśmy o nim razem z tatą, ale on się nigdy nie przyznał. Tata od zawsze interesował się motoryzacją, a przede wszystkim wyścigami. Na dobranoc, zamiast bajek opowiadał mi o wyczynach Sobiesława Zasady albo Błażeja Krupy, który na R12 Gordini został Wyścigowym Mistrzem Polski, a na Renault 17 Gordini startował w Rajdzie Kormoran. Siedemnastka w wersji Gordini podobała mi się wtedy bardziej niż najbardziej znana R12. Wydawała mi się wcieleniem nowoczesności. Tata wolał bardziej stonowaną R12, bo to właśnie było marzenie jego pokolenia, od którego zaczęła się moda na sportową jazdę. Dlaczego modele Renault Gordini były takie wyjątkowe? Renault 12 Gordini było sportową wersją popularnego R12, bezlitośnie wypróbowaną na marokańskich bezdrożach. Auto miało silnik i pięciobiegową skrzynię z Renault 16 TS. Plusem były też hamulce tarczowe przy wszystkich kołach. Przyspieszenie do setki wynosiło zaledwie 9,5 sekundy. W tamtych czasach dorównywały mu tylko niektóre nieliczne auta sportowe z dwulitrowymi silnikami. Sztywne zawieszenie ze sportowymi amortyzatorami sprawdzało się podczas dynamicznej jazdy. To kultowe dla Francuzów auto rozpędzało się do 185 km/h (w czasie testów do 210 km/h). W połowie lat siedemdziesiątych R 12 Gordini zostało zastąpione prze nowocześniejsze coupe 17 Gordini oraz wyczynowe Renault 5 Alpine, które kontynuowały jego tradycję.   W latach ‘70/’80 samochody Renault można było dostać za dewizy w Peweksie, który sprzedawał także części. Jednak w moim miasteczku francuskich aut nie było. Pozostały mi wlepki z gumy do żucia i postanowienie, że kiedyś sobie kupię.

Adam K.

Adam K.

 

Auto, którym wożę rodzinę

Życie rodzinne to wyzwanie. Pomieszczenie w aucie pary dorosłych ludzi, dwóch fotelików dla maluchów, krokodylka, słonia, nosidełka, spacerówki i torby z pieluchami to wyzwanie. W naszym przypadku mój stary sedan nie zdał egzaminu, bo przy drugim dziecku coraz częściej chciała z nami jeździć jego babcia. Myśleliśmy o kombivanie, ale ceny nas odstraszały. W końcu moja żona Marta w jakimś kalkulatorze finansowym wyliczyła, że stać by nas było na Dacię Lodgy, więc zaczęliśmy o niej czytać i w końcu przekonaliśmy się do niej. Początkowo byłem na nie, bo Dacie wydawały mi się zawsze trochę kanciaste, ale design i w tej marce stopniowo się zmienia – w końcu grill ma J. Zresztą priorytety i tak mieliśmy inne. Przede wszystkim ograniczała nas cena – a tutaj mieliśmy opcje od 37 do 64 tysięcy. Oczywiście w sumie wydaliśmy koło 50 tysięcy, bo chcieliśmy wersję 7-osobową, ze względu na dziadków. Ta opcja za dużego vana w segmencie C jest porównywalna z mniejszym vanem w segmencie B. Moja Dacia Lodgy to van z 2014 roku z silnikiem Diesla. Pali znośnie, wręcz mało, jak na auto tych gabarytów – zszedłem do 6 l/100 km na trasie. W aucie mieszczą się 3 foteliki dziecięce (są przygotowane 3 mocowania isofix), a w bagażniku można zmieścić wszystko, czego potrzebują maluchy – próbowaliśmy z ich przenośnym basenem i z krzesełkami z Ikei – udało się. Auto jest wyciszone, ma miękkie zawieszenie – dzieci szybko zasypiają. I to jest najważniejsze. Można by się czepiać wykończenia – ale w naszym przypadku fakt, że tapicerka i fotele są odporne na kredki i soczki to plus. Doczepić mogę się tylko do sposobu montażu foteli, które zamiast chować się w podłodze, składają się razem jak w wersalce w przestrzeni za tylną kanapą. Elementy przesuwne nie chodzą zbyt lekko, ale przynajmniej młody nic nie popsuje. Plusem tego auta jest bezpieczeństwo (poduszki powietrzne, ABS i elektroniczny system kontroli toru jazdy) i gwarancja na 3 lata lub 100 000 km. Samochód na razie naprawdę nieźle się sprawdza. Co prawda w garażu już się ruszyć nie można, ale wózek i nosidełko już na stałe w bagażniku

Adam K.

Adam K.

 

Cześć!

Mam na imię Adam i jestem fanem motoryzacji odkąd nie pamiętam, bo podobno zachwycałem się wszystkim, co ma silnik, zanim zacząłem mówić. Moja motoryzacyjna pasja rozwijała się najpierw w kierunku motocykli – niestety krótko, bo życie rodzinne zweryfikowało konieczność posiadania maszyny, którą nie przewiezie się dziecka. Jako poważny ojciec rodziny szukam już auta, które zmieści całą naszą grupę – czyli mnie z żoną i dwoje maluchów, optymalnie też dziadka i babcię. Nie zmienia to jednak faktu, że nadal interesują mnie sportowe auta i motocykle, dlatego swoją pasję chcę realizować na blogu. Przynajmniej na razie

Adam K.

Adam K.

×